Jak wiele kobiet po urodzeniu mojej kochanej córeczki stanęłam przed dylematem - czy całkowicie poświęcić się wychowaniu dzieci, czy na całe życie zostać w domu czy tylko do momentu, kiedy córka pójdzie do przedszkola, czy po roku oddać do żłobka itd. Zadaję sobie pytanie jak widzę swoją karierę zawodową, jak bardzo jest dla mnie ważna? Jak połączyć chęć przebywania z dzieckiem i wychowywania go z chęcią odnoszenia sukcesów w życiu zawodowym? Może jest jakiś cudowny złoty środek? Tutaj będę starała się go znaleźć.

piątek, 16 grudnia 2011

Czemu tak tu cicho????

Odpowiedź brzmi - spełniam się zawodowo :)))))

Do czerwca miałam o wiele więcej czasu, od czerwca goszczę tu rzadko, ponieważ wiele zmian nastąpiło w moim życiu, ale przede wszytskim ta pozytywna to realizacja zawodowa i dużo różnych pomysłów.
Oprócz pomocy w handlu z Chińczykami staram się rozwijać doradztwo z zakresu eksportu do Ue lub z UE do Polski - mam na myśli pomoc firmom z zagranicy, które chcą wejść na nasz rynek. Oczywiście małym firmom. Ale żeby nie zapeszać już nic więcej o tym nie powiem, póki się coś nie wyklaruje.

Inna kwestia to żeby się nie nudzić ;) otworzyłam e-sklep z dekoracjami sezonowymi.
Myślałam, że przed świętaki Bożego Narodzenia będzie się sprzedawało jak świeże bułeczki, bo produkty mam wysokiej klasy i śliczne i w rozsądnych cenach. Ale kryzys, i może preferencje do kupowania takich dekoracji w sklepach rzeczywistych a nie wirtualnych, spowodowały, że idzie mozolnie. Ale jakoś idzie :)

w każdym razie serdecznie zapraszam na www.decordream.pl

włożyłam w to sporo wysiłku, zorganizowałam sesję fotograficzną - dosyć profesjonalną, przemyślałam aranżacje i asortyment. Zadbałam o ładną szatę graficzną.

Strona i ulotki przygotowane tak, by wywołać pozytywne skojarzenia i pokazać ciepło świątecznego wystroju.
Oto kilka zdjęć:




Hitami jak na razie okazały się puszki na ciasteczka :))) czyli zupełnie co innego, niż myślałam...

Ale ten sklep i wszystko co wokół niego sie działo to dla mnie super lekcja biznesu i to jest pozytywna strona tego przedsięwzięcia.
Poza tym kilka osób kupiło sobie piękne dekoracje, o czym mi z radością powiedzieli.
Ulubione dekoracje to:

czwartek, 29 września 2011

po wakacjach

Wracam po baaardzo długiej przerwie spowodowanej zwiększoną katywnością zawodową oraz późnym chodzeniem spać mojej córeczki, która jak sobie podrzemie po 15:00 to idzie spać po 22:00

W pracy kończę już zlecenie dla jednego klienta i jest to bardzo stresujący projekt, odetchnę z ulgą dopiero jak zobaczę towar "cały i zdrowy" ;) czyli niezniszczony, w kontenerze, który będzie dostarczony klientowi.
Aby wszystkiego dopilnować i upewnić się, ze jest OK będę musiała udać się do Gdańska. To piękne miasto więc nie narzekam, natomiast zastanawiam się, czy kupić bilet lotniczy czy jechać sleepingiem. Bilet lotniczy jest mniej elastyczny, a jeszcze nie wiem ktorego dokładnie dnia towar będzie po odprawie celnej gotowy na dostarczenie do klienta.

Ale.. w sumie nie o tym miałam pisać, tylko o tym, że mając własny biznes wakacje czasami mogą zostać mocno zepsute przez sprawy zawodowe. Akurat całe dwa tygodnie były najpierw inspekcje towar, czy jest OK, last minute łączenie towarów z dwóch fabryk, odprawa celna z przeszkodami - i to mnie najbardziej stresowało, chociaż towar w końcu popłynął w terminie, do tego ograniczony dostęp do maila i telefony z Włoch do Chin - obawa przed ogromnym rachunkiem. Całe szczęście rozmowy nie okazały się drogie :)
Po powrocie cały tydzień walczyłam o naprawenie błędów na listach przewozowych, fakturach itp. żeby w Polsce odprawa poszła sprawnie. Teraz czekam na dokumenty i na przypłynięcie statku.

post factum - okazało się, ze ten blog nie wyświetlił się w sierpniu tylko wpadł w wersje robocze - o zrealizowanej już dostawie można poczytac - link podałam w następnym wpisie.
W końcu pojechałam pociągiem bo akurat nie było wylotów w środę, a poza tym bilety były już znacznie droższe :)

Zapracowana mama = brak wpisów

Już dłuuuugo nic tutaj nie pisałam.
Powód jest prosty - zaczęło się tyle dziać, że nie mam czasu tutaj niczego wpisywać.

A muszę przyznać, że powoli praca się rozkręca, mam w miarę regularnie jakieś zlecenia importu, czasem ich realizacja kosztuje mnie sporo nerwów, no ale to wszystko jest jeszcze w fazie nabierania doświadczenia. Ponieważ mam jeszcze nowe pomysły to zdecydowałam się zaangażować nową osobę - praktykantkę. Umowa zlecenia, bez potrzeby płacenia ZUS'u - bo studenka - super, i ma na imię tak jak ja, więc od razu mam do niej wiele sympatii ;) Ma zacząć od pazdziernika - zobaczymy, ile mi pomoże :))

A propos trudnych realizacji tutaj link do mojej strony firmowej do poczytania :)
http://advercom.pl/realizacja-przedmiotu-oferty-3.html

A odnośnie bycia mamą to jestem dumna z mojej córci, która poszła od sierpnia do nowego przedszkola i dobrze tam sobie radzi, we wtorki ma balet i bardzo jej sie podoba. Teraz już muszę kupić taki strój gimnastyczny i spódniczkę, bo mają przygotowywać jakiś występ :) hi hi, taka mała, niecałe 3 latka i proszę
oczywiście nie zwariowałam i nie mam zamiaru robić z córki balleriny, ale od kiedy umiała stać to uwielbiała ruszać się w tak muzyki i robiła to wyjątkowo zgrabnie i w skoordynowany sposób. Tak więc chętnie daję jej możliwość tańczenia, skoro tak to lubi, a jedna z ulubionych bajek to ROZTAŃCZONA ANGELINA :)

Poza tym jak już odbiorę Kamilkę z przedszkola i nie idę na j. niemiecki (dostałam się na kurs dotowany przez UE w 100% więc jak tu nie korzystać, jeśli przyda mi się w mojej działalności :) ) to poświęcam jej każdą chwilę i staram się, aby nasz wspólny czas był miły. Kamilka wymaga teraz więcej czułości ode mnie, bo mnie mniej widzi, ale to zrozumiałe.

Tak więc nie powiem nic odkrywczego, że praca zawodowa mamy nie jest dla dziecka wymarzoną sytuacją, ale dzięki przedszkolu na pewno więcej się dowie i pobawi oraz społecznie dostosuje niż jakby była cały czas ze mną w domu. Myślę, że ten wiek 2,5 - 3 lata to dobry wiek na usamodzielnianie się dzieciaczków, a dla mamy skupienia się bardziej na swojej pracy w tym czasie.

To na razie tyle... myślę, że jak już mój nowy projekt się uda i ruszy, na pewno o nim tutaj wspomne :)

sobota, 11 czerwca 2011

Zrealizowane zlecenie

Cieszę się, że w końcu mogę się pochwalić zakończeniem projektu - pierwszego zlecenia importu z Chin, które całe szczeście przebiegło sprawnie i bez komplikacji.
Info tutaj: http://advercom.pl/realizacja-importu-z-chin.html
Pierwsze koty za płoty :)

czwartek, 26 maja 2011

goracy majowy weekend 22 maja

Było gorąco, tak jak lubie, i w przyjacielskim gronie, tak jak lubie
i Kamilka też spotkała się ze swoimi kolerzankami i bawiła się znakomicie najpierw na placu zabaw a potem w basenie - to coś co tygryski lubią najbardziej :)

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Sezon rowerowy rozpoczęty

Kamilka uwielbia próbować nowe rzeczy zwłaszcza związane ze sportem, czy pokonywaniem przeszkód (czytaj-plac zabaw :) )
Od dawna, bo już rok temu, patrzyła z zazdroscią, ciekawością i tęsknotą na dzieci jeżdżące na rowerkach i rowerach. I już w ten weekend jej marzenie się spełniło - dosiadła swój własny rowerek. Jej radość była ogromna! Wszystkim opowiadała, że ma rowerek i codziennie na rowerek musimy wyjść :)
Oczywiście sił jeszcze nie ma samodzielnie pedałować, ale nóżki na pedałach trzyma i ćwiczy sam ruch kręcenia  nimi. Pewnie ani się obejrzę a już pojedzie sama.

wtorek, 12 kwietnia 2011

weekendowy wiosenny wypad

Dawno nie miałam czasu tutaj pisać, ale w końcu stwierdziłam, że czas nadrobić straty.
W poprzedni weekend byłyśmy w górach, było ładnie i całkiem ciepło. Oto kilka migawek.
Ostatki śniegu - Jakuszyce

I wiosna...


niedziela, 13 marca 2011

nie na bloga

Baaardzo dawno nic nie pisałam, ale to dla tego, że baaardzo dużo zaczęło się dziać. Zawodowo to dobrze, coś się w końcu ruszyło i mam bardziej optymistyczne spojrzenie na swoją pracę i przyszłość mojej firemki. Wiem, że coś może z tego wszystkiego być, ale oczywiście łatwo nie jest, zwłaszcza ze sprzedażą na zachód, ale nie poddaję się.

Natomiast prywatnie też się dzieje, ale nie mam ochoty się wywnętrzniać na forum. Są zawirowania, przemyślenia, watpliwości, nadzieja, nowe plany, powroty do starych planów i tak w sumie nie wiadomo jaką drogą zmierzać, słuchać rozumu, serca, intuicji? Czy rad innych? Co jest prawdą, co jest sugestią, jakie są prawdziwe intencje.... Czy w sumie samemu się ma tak różne spojrzenie na sprawy, że czy rozum czy serce to co dzień to inne wnioski, inne nadzieje, inne plany, chociaż pragnienia te same, tylko pytanie, jak i czy się uda je osiągnać ....

Męczy mnie to wszystko i może uciekam w prace i zajęcia domowe, żeby za dużo o tym wszystkim nie myśleć i zdać się nieco na los, ale.... z drugiej strony jestem takim typem co lubi sam stanowić, decydować i planować swoje życie, więc czuję, że coś muszę zadecydować,  jakieś rozwiązanie musi nastąpić, bo tak jak jest i było nie może być nadal.

Tylko tyle, tajemniczo, mogę napisać....

czwartek, 10 lutego 2011

2 dni bez dziecka = 2 dni bez mamy

Życie wymusza na nas egzaminy, których same bałybyśmy się zdawać.
Otóż od jakiegoś czasu zastanawiałam się czy będę w stanie wyjechać w podróż służbową 2 -3 dniową lub na jakiś wypad relaksacyjny bez mojej kochanej córeczki. Czy ona sobie poradzi i czy rodzina sobie z nią poradzi.
Otóż na te pytania w tym tygodniu mogłam znaleźć odpowiedź - pozytywną.
Nieświadoma co może się wydarzyć poszłam w poniedziałek po 11:00 do laryngologa w szpitalu, ponieważ od 10 dni leczyłam zatokę szczękową i nie widziałam zbyt dużych postępów. Miałam mieć robioną punkcję.
Opis punkcji i wydarzenia jej towarzyszące pominę, ale punkcja była pozytywna tzn. jeszcze bakterie szalały i doktor powiedział, że muszę zostać w szpitalu.
Tak więc chcąc nie chcąc zostałam zmuszona do rozłąki z córeczką.

Oczywiście córeczka prawie o mamę nie pytała :) i z babciami i tatusiem radziła sobie bardzo dobrze. A ja też to zniosłam, ale oczywiście stęskniłam się za córcią, bo do domu wróciłam w środę w południe, czyli po pełnych 2 dniach. Dziecko było w przedszkolu, więc mogłąm jeszcze chwilę zająć się swoimi sprawami.

Zaraz rzuciłam się do komputera, bo ostatnio w mojej firmie więcej się dzieje i musiałam poodpowiadać na maile i rozdzwoniły się telefony, jakby ludzie wyczuli, że jestem już na chodzie.

Potem moja Słodziczka przyszła i oczywiście musiałam KOLOROWAĆ. A pytanie pierwsze po tym jak babcia powiedziała, że mama wróciła ze szpitala było: A czy mama kupiła naklejki??
Ahhh te dzieci :)

I tak dzięki leczeniu zatoki wiem, że jak będę chciała lub musiała gdzieś pojechać, to dziecko sobie poradzi :) i ja jakoś też :)))

niedziela, 23 stycznia 2011

Dzień Babci i Dzień Dziadka

W końcu mam czas wstawić zdjęcia.
Naszym Babciom, Prababci i Dziadkowi Kamilka z moją pomocą przygotowała bardzo ładne laurki. Dla każdego coś co najbardziej lubią: moja mama żółte tulipany, moja babcia czyli prababcia Kamilki różowe kwiatki, babcia/teściowa kotek a dziadek Jaś samochód i morze.

Kamilka szczególnie upodobała sobie klej w sztyfcie i klejenie bibułki oraz papieru kolorowego.
Oto jak powstawała laurka z kwiatkami:






A oto kaczuszka:


Naszym Babciom, Dziadkowi i Prababci składamy najserdeczniejsze zyczenia i dziękujemy za pomoc w opiece nad Kamisią :)