W czwartek byłam prawie osatni raz w pracy, jeden projekt mi się preciągnie więc jeszcze przez maj popracuję dla staej firmy, ale później to już niestety .... i tak rykro mi się zrobiło bo zawsze byłam zaangażowana w pracę, byłam do końca 38 tygodnia w pracy i teraz jakoś tak dziwnie czuję się ze świadomością, że już nie będzie stałej pracy i regularnych przychodów.
I postanowiłam iść w kierunku rozwijania swojej działalności. Zaczynam gromadzić adresy potencjalnych klientów i rozpowiadam znajomym i mojej działalności, a nóż ktoś będzie potrzebował usług marketingowych... i ku mojemu zaskoczniu zgłosił się przez Panoramę Firm potenjalny klient. Nie wiążę z tymna razie jakiś wielkich nadziei, muszę dokładnie wybad co dokładnie chciałby osiągnąć korzstajac z moich usług doradczych, ale może to jakaś jaskółka zwiastująca wiosnę????
Największ problem to opieka nad Kamilką, przekonanie obu babci, że muszę mieć czas na pracę mimo iż głównie będzie przeznaczony na szukanie klientów a nie realizację projektów, no ale to jest oczywiste na starcie... a od września postaram się o opiekunkę na kilka godzin dziennie aby odciążyła babcie. No to zobaczymy co się uda zrobić :)
piątek, 30 kwietnia 2010
wtorek, 27 kwietnia 2010
Sprawdzona zupka dla Kamilki
Oto jedno z nielicznych dań gotowanych przeze mnie, które Kamilce smakują zawsze. Rodzaj krupnika z pulpecikami drobiowymi. Można robić różne wariancje.
Przepis na pulpeciki to miks dwóch przepisów z czasopisma dla mam, a zupka to tradycyjnie marchewka, seler, pietrucha, pół cebuli, natka.
Zaczęłam od zagotowania wywaru z wymienionych warzyw, w czasie kiedy się gotował przygotowałam pulpeciki.
Pulpeciki
ok 30dkg piersi z kurczaka i udżca z indyka (pół na pół)
1 jajko
kilka łyżek kaszki mannej
trochę natki pietruszki i koperku
pół marchewki startej na cienkiej tarce
szczypta soli
Wszystkie składniki oprócz marchewki zmiksowałam w malakserze, przełożyłam do miski i dodałam marchew.
Mokrymi rękami robiłam z masy mięsnej kulki i wrzucałam do gotującego się wywaru.
Po ok. 5 minutach dodałam pokrojony w kostkę zimniak i po kolejnych 10 minutach wsypałam kilka łyżek kaszy jęczmiennej średniej. Ręcznym blenderem zmiksowałam marchew, seler i cebule tyle o ile - żeby były w mniejszych kawałakch.
Im dziecko starsze tym więcej można dodać przypraw. Często dodaję lubczyk, ale dzisiaj go nie użyłam.
Jak się ugotowała kasza dodałam trochę oliwy z oliwek. Drobno posiekałam jeszcze natki pietruszki i gotowe!
Przepis na pulpeciki to miks dwóch przepisów z czasopisma dla mam, a zupka to tradycyjnie marchewka, seler, pietrucha, pół cebuli, natka.
Zaczęłam od zagotowania wywaru z wymienionych warzyw, w czasie kiedy się gotował przygotowałam pulpeciki.
Pulpeciki
ok 30dkg piersi z kurczaka i udżca z indyka (pół na pół)
1 jajko
kilka łyżek kaszki mannej
trochę natki pietruszki i koperku
pół marchewki startej na cienkiej tarce
szczypta soli
Wszystkie składniki oprócz marchewki zmiksowałam w malakserze, przełożyłam do miski i dodałam marchew.
Mokrymi rękami robiłam z masy mięsnej kulki i wrzucałam do gotującego się wywaru.
Po ok. 5 minutach dodałam pokrojony w kostkę zimniak i po kolejnych 10 minutach wsypałam kilka łyżek kaszy jęczmiennej średniej. Ręcznym blenderem zmiksowałam marchew, seler i cebule tyle o ile - żeby były w mniejszych kawałakch.
Im dziecko starsze tym więcej można dodać przypraw. Często dodaję lubczyk, ale dzisiaj go nie użyłam.
Jak się ugotowała kasza dodałam trochę oliwy z oliwek. Drobno posiekałam jeszcze natki pietruszki i gotowe!
Kamilka zajadała
sama
wielką łyżką :))
4 pokolenia kobiet - wyjazd w góry
W ten weekend już w piątek rano pojechałyśmy w cztery do domku w Szklarskiej. Była piękna pogoda, więc czas wymarzony na spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Kamilka była zachwycona ogródkiem, zabawą z pieskiem i towarzystwem swojej babci i prababci (oprócz mojego towarzystwa - oczywiście :) ).
Nauczyła się wchodzić na czworakach po schodach, czego w domu nie mogła doswiadczyć, zrywała wszystkie kwiatki stokrotkom i podziwiała widoki.
Niestety chyba złapała mimo ciepłego ubioru katarek, bo w słońcu upał, w cieniu zimno - takie zmiany nie służą. Ale może to też być początek alergii..
ale nie o tym miałam tu pisać...
Nauczyła się wchodzić na czworakach po schodach, czego w domu nie mogła doswiadczyć, zrywała wszystkie kwiatki stokrotkom i podziwiała widoki.
Niestety chyba złapała mimo ciepłego ubioru katarek, bo w słońcu upał, w cieniu zimno - takie zmiany nie służą. Ale może to też być początek alergii..
ale nie o tym miałam tu pisać...
odpoczęłam bardzo, miło było spędzić czas z najbliższymi mi kobietami, czyli moją mamą i babcią. Cieszę się, że mogły obcować z Kamilką 24h non stop.
Myślę, że w jakiś cieplejszy weekend to powtórzymy :)
środa, 21 kwietnia 2010
Na jutro na przekąskę
Dzisiaj dzięki opiece babci - mojej teściowej - popracowałam trochę, potem poszłam na spacer z Kamilką, a jak poszła spać postanowiłam znowu zrobić chlebek bananowy korzystając z przepisu, jaki sprzedała mi Asia, a znalazła go na innym blogu. Chlebek jest super i muszę się powstrzymywać, bo przecież jest pieczony z myślą o Kamilce, a ja mam się odchudzać!! Ale ... kawałka czy dwóch sobie nie odmówię :)
sobota, 17 kwietnia 2010
inna wersja bułeczek drożdżowych
Dzisiaj wypróbowałam inny przepis na babeczki drożdzowe, bardziej czasochłonny od poprzedniego, ale ciasto wychodzi super. Chciałam, by wyglądały jak babeczki z cukierni. I te serowe chyba się udały :) spróbowałam też z truskawkami, ale oczywiście mrożonymi, więc może dlatego nie były aż tak smaczne, jak sobie wyobrażałam, ale ogólnie rodzinka zachwycona, Kamilka zjadła pół (bo wyszły bardzo duże).
Skorzystałam z następującego przepisu i dodałam z innego nadzienie serowe (zrobiłam z połowy porcji, ale z dużą ilością cukru waniliowego, bo lubię ten posmak wanilii - wtedy oczywiście daję mniej zwykłego cukru; pół jajka wykorzystałam na posmarowanie bułek):
SKŁADNIKI NA NADZIENIE SEROWE:
1 kg białego, półtłustego sera
3 jajka
1/2 szklanki cukru
cukier waniliowy
Skorzystałam z następującego przepisu i dodałam z innego nadzienie serowe (zrobiłam z połowy porcji, ale z dużą ilością cukru waniliowego, bo lubię ten posmak wanilii - wtedy oczywiście daję mniej zwykłego cukru; pół jajka wykorzystałam na posmarowanie bułek):
SKŁADNIKI NA NADZIENIE SEROWE:
1 kg białego, półtłustego sera
3 jajka
1/2 szklanki cukru
cukier waniliowy
Polecam!!!
piątek, 16 kwietnia 2010
Jak to było z tą pracą
Dzisiaj byłam na kilka godzin w firmie. Ta swoboda dysponowania czasem, gdy ma się swoją działalność gospodarczą jest podstawowym powodem, dla którego zdecydowałam się ją rozpocząć.
Zanim pojawiła się Kamilka to czasem zastanawiałam się nad tym, czy nie stać się "swoim szefem", ale nie miałam odwagi, poza tym chciałam jak najwięcej nauczyć się pracując w firmach.
Ponieważ dziecko zmienia wszystko, to zmieniły się również moje plany.
Ponieważ ciąża przebiegała wzorowo i czułam się doskonale pracowałam do 38 tygodnia. Nie mając pojęcia, jak wygląda życie z noworodkiem i później niemowlakiem, byłam przekonana, że wrócę na pół etatu po odebraniu wszystkich możliwych urlopów, czyli w lipcu. Ale w miarę jak zbliżał się koniec urlopu macierzyńskiego, coraz bardziej zdawałam sobie sprawę, że nie chcę jeszcze opuszczać mojej córeczki, że idzie lato i dobrze byłoby znią spędzać jak najwięcej czasu na dworze i cieszyć się macierzyństwem. Poza tym nie było pewne czy znajdę opiekunkę lub czy babcie będą mogły codziennie na zmianę przychodzić, albo na zmianę z opiekunką? Tak więc postanowiłam dla córeczki rozwiązać umowę o pracę i przejść na własną działalność świadcząc usługi dotychczasowemu pracodawcy pracując głównie w domu. I całe szczęście pracodawca się zgodził.
W miarę jak Kamilka rosła, a babcie coraz lepiej ją rozumiały, zaczęłam jeździć do pracy 2 razy w tygodniu.
To, że mogłam się "wystroić", "pójść do ludzi" było za pierwszym razem jak jakieś opuszczenie klatki, czułam się wspaniale, rzuciłam się w wir pracy, chociaż mimo wszystko dosyć często dzwoniłam do mamy by sprawdzić, jak sobie radzą. Więc z jednej strony byłam zadowolona, że byłam w firmie, z drugiej tęskniłam bardzo za moim Słoneczkiem.
I jak na razie taki układ, 2-3 wypady do pracy w tygodniu, reszta dni w domu bardzo mi odpowiada.
Ale... teraz zmienią się zasady współpracy i od 1-go maja obawiam się, że będę miała o wiele mniej zajęć pozadomowych.
Oprócz tego "wyrwania się" z domu, co dla psychiki każdej mamy jest ważne, niestety stracę jakiekolwiek przychody. A nie lubię całkowicie być zależna od męża w kwestii pieniędzy. Poza tym wiadomo, przydałyby się... idą wakacje, zawsze jest sporo wydatków na córcię, ja też coś czasem bym chciała dla siebie np. kosmetyczka, jakieś nowe ubranie - byłoby lżej.
Ponieważ mam uruchomioną stronę firmową i jestem w Panoramie Firm miałam nadzieję, że tak pozyskam klientów. Ale na razie miałam dwóch, z czego jeden miał mało ciekawą propozycję, więc po kilku tygodniach znudziła mi się ta praca, a drugi mi nie zapłacił - całe szczęscie zlecenie było proste, więc nie ma nieszczęścia. Ale... poznaję tę gorszą stronę biznesu, nieuczciwości ludzi.
Tak więc stoję przed pytaniem, czy większą promocję firmy odłożyć na jesień i na jesień poszukać opiekunki, plus pomoc babci, nawet gdybym miała pracować w domu, ale żebym miała spokój, czy szukać nowej pracy? Czy juz teraz mocniej zacząć poszukiwać klientów. I jak to pogodzić ze spacerami, pieczeniem drożdżówek i basenem z Kamilką, które sprawiają nam tyle przyjemności :)
no i muszę poświęcić czas na naukę Kamilki korzystania z nocniczka i mówienia - a to wymaga sporych nakładów czasowych ;)
Jeszcze muszę nad tym pomyśleć....
Zanim pojawiła się Kamilka to czasem zastanawiałam się nad tym, czy nie stać się "swoim szefem", ale nie miałam odwagi, poza tym chciałam jak najwięcej nauczyć się pracując w firmach.
Ponieważ dziecko zmienia wszystko, to zmieniły się również moje plany.
Ponieważ ciąża przebiegała wzorowo i czułam się doskonale pracowałam do 38 tygodnia. Nie mając pojęcia, jak wygląda życie z noworodkiem i później niemowlakiem, byłam przekonana, że wrócę na pół etatu po odebraniu wszystkich możliwych urlopów, czyli w lipcu. Ale w miarę jak zbliżał się koniec urlopu macierzyńskiego, coraz bardziej zdawałam sobie sprawę, że nie chcę jeszcze opuszczać mojej córeczki, że idzie lato i dobrze byłoby znią spędzać jak najwięcej czasu na dworze i cieszyć się macierzyństwem. Poza tym nie było pewne czy znajdę opiekunkę lub czy babcie będą mogły codziennie na zmianę przychodzić, albo na zmianę z opiekunką? Tak więc postanowiłam dla córeczki rozwiązać umowę o pracę i przejść na własną działalność świadcząc usługi dotychczasowemu pracodawcy pracując głównie w domu. I całe szczęście pracodawca się zgodził.
W miarę jak Kamilka rosła, a babcie coraz lepiej ją rozumiały, zaczęłam jeździć do pracy 2 razy w tygodniu.
To, że mogłam się "wystroić", "pójść do ludzi" było za pierwszym razem jak jakieś opuszczenie klatki, czułam się wspaniale, rzuciłam się w wir pracy, chociaż mimo wszystko dosyć często dzwoniłam do mamy by sprawdzić, jak sobie radzą. Więc z jednej strony byłam zadowolona, że byłam w firmie, z drugiej tęskniłam bardzo za moim Słoneczkiem.
I jak na razie taki układ, 2-3 wypady do pracy w tygodniu, reszta dni w domu bardzo mi odpowiada.
Ale... teraz zmienią się zasady współpracy i od 1-go maja obawiam się, że będę miała o wiele mniej zajęć pozadomowych.
Oprócz tego "wyrwania się" z domu, co dla psychiki każdej mamy jest ważne, niestety stracę jakiekolwiek przychody. A nie lubię całkowicie być zależna od męża w kwestii pieniędzy. Poza tym wiadomo, przydałyby się... idą wakacje, zawsze jest sporo wydatków na córcię, ja też coś czasem bym chciała dla siebie np. kosmetyczka, jakieś nowe ubranie - byłoby lżej.
Ponieważ mam uruchomioną stronę firmową i jestem w Panoramie Firm miałam nadzieję, że tak pozyskam klientów. Ale na razie miałam dwóch, z czego jeden miał mało ciekawą propozycję, więc po kilku tygodniach znudziła mi się ta praca, a drugi mi nie zapłacił - całe szczęscie zlecenie było proste, więc nie ma nieszczęścia. Ale... poznaję tę gorszą stronę biznesu, nieuczciwości ludzi.
Tak więc stoję przed pytaniem, czy większą promocję firmy odłożyć na jesień i na jesień poszukać opiekunki, plus pomoc babci, nawet gdybym miała pracować w domu, ale żebym miała spokój, czy szukać nowej pracy? Czy juz teraz mocniej zacząć poszukiwać klientów. I jak to pogodzić ze spacerami, pieczeniem drożdżówek i basenem z Kamilką, które sprawiają nam tyle przyjemności :)
no i muszę poświęcić czas na naukę Kamilki korzystania z nocniczka i mówienia - a to wymaga sporych nakładów czasowych ;)
Jeszcze muszę nad tym pomyśleć....
czwartek, 15 kwietnia 2010
Pyszne bułeczki drożdzowe dla Kamilki (i dla nas przy okazji ;) )
Ponieważ od jakiegoś czasu Kamilka z dużym smakiem zajada się bułkami drożdżowymi (przeważnie na spacerze) stwierdziłam, że dosyć kupowanych, skoro tak je lubi, to mamusia powinna jej upiec sama. Poszukałam w sieci kilku różnych przepisów i na początek wybrałam najprostszy, ale zmodyfikowałam go niedo korzystając jeszcze z pomysłów zawartych w pozostałych przepisach. Wyszły pyszne bułeczki i Kamilka dzisiaj zjadła jedną ze smakiem.
Ja zjadłam więcej.....
Przepis znajduje się na stronie MojeGotowanie a ja tu zamieszczę przepis z moją modyfikacją.
Bułeczki drożdżowe z różnymi nadzieniami:
jabłkowo - budyniowym, budyniowym, jabłkowym, jagodowym
Czas przygotowania: 110 minut
(zdążyłam w czasie drzemki Kamilki!! tak więc dla mam maluchów doskonały przepis)
Ilość porcji: 35
Składniki
• 1kg mąki
• 2 jajka
• 1/4 szklanki śmietany
• 5 dag drożdży
• pół szklanki oleju
• 1 szklanka mleka
• cukier waniliowy
• 2-3 łyżki cukru
• 1 jajko do posmarowania bułek przed pieczeniem
Nadzienie:
1)
1/2 kg jabłek
cynamon
cukier do smaku
2) budyń waniliowy z cukrem (wykonać wg przepisu z torebki, ale można użyć nieco mniej mleka, żeby był gęsty)
3) jagody (użyłam mrożonych)
cukier do smaku
Przygotowanie
Drożdże rozpuściłam w letnim mleku z cukrem, żeby nieco ruszyły. Inne składniki na ciasto o temp. pokojowej włożyć do miski, po tym jak drożdze ruszą wlać do miski i wyrobić ciasto drożdżowe, które powinno odstawać od ręki (ciasto bardzo szybko jest gotowe, nie trzeba długo wyrabiać) i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia ok 1/2 godz.
W tym czasie jabłka pokroić, wrzucić do garnka i podlewając ok. 2 łyżkami wody trochę rozgotować. Dodać też cynamon i trochę cukru do smaku.
Przygotować budyń, zagotować i wystudzić. Przepis Piotra mówi: "Gotowe i wyrośnięte ciasto drożdżowe formować w małe kulki, nadziewać masą jabłkowo - budyniową ok.1-2 łyżeczki i układać na wysmarowanej blasze."
Ja spróbowałam inaczej - z ciasta tworzyłam okrągłe placki o grubiści około 1cm, na środek kładłam poszczególne nadzienia i w dłoni tworzyłam taką sakiewkę, skręcałam i zlepiałam brzegi, odkładałam tym skeceniem na blachę, a na górze miałam równiutkie bułeczki. Ten sposób jednak nie okazał się najlepszy na sam budyń, tu lepiej posłuchać oryginalnej receptury, ale... te"otwarte" bułeczki też były pyszne, bo z kruszonką :)
Ułożone na blasze bułeczki posmarować rozmąconym jajkiem i piec na złoty kolor w nagrzanym piekarniku (180st). Ja na wierzch kładłam jeszcze kruszonkę, którą zrobiłam korzystając z następującego przepisu od innego użytkownika MojeGotowanie.pl:
Kruszonka:
• 125 g masła
• 200 g mąki
• 125 g cukru
Wszystkie składniki rozrobić rękami by tworzyły razem okruchy.
Ja zjadłam więcej.....
Przepis znajduje się na stronie MojeGotowanie a ja tu zamieszczę przepis z moją modyfikacją.
Bułeczki drożdżowe z różnymi nadzieniami:
jabłkowo - budyniowym, budyniowym, jabłkowym, jagodowym
Czas przygotowania: 110 minut
(zdążyłam w czasie drzemki Kamilki!! tak więc dla mam maluchów doskonały przepis)
Ilość porcji: 35
Składniki
• 1kg mąki
• 2 jajka
• 1/4 szklanki śmietany
• 5 dag drożdży
• pół szklanki oleju
• 1 szklanka mleka
• cukier waniliowy
• 2-3 łyżki cukru
• 1 jajko do posmarowania bułek przed pieczeniem
Nadzienie:
1)
1/2 kg jabłek
cynamon
cukier do smaku
2) budyń waniliowy z cukrem (wykonać wg przepisu z torebki, ale można użyć nieco mniej mleka, żeby był gęsty)
3) jagody (użyłam mrożonych)
cukier do smaku
Przygotowanie
Drożdże rozpuściłam w letnim mleku z cukrem, żeby nieco ruszyły. Inne składniki na ciasto o temp. pokojowej włożyć do miski, po tym jak drożdze ruszą wlać do miski i wyrobić ciasto drożdżowe, które powinno odstawać od ręki (ciasto bardzo szybko jest gotowe, nie trzeba długo wyrabiać) i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia ok 1/2 godz.
W tym czasie jabłka pokroić, wrzucić do garnka i podlewając ok. 2 łyżkami wody trochę rozgotować. Dodać też cynamon i trochę cukru do smaku.
Przygotować budyń, zagotować i wystudzić. Przepis Piotra mówi: "Gotowe i wyrośnięte ciasto drożdżowe formować w małe kulki, nadziewać masą jabłkowo - budyniową ok.1-2 łyżeczki i układać na wysmarowanej blasze."
Ja spróbowałam inaczej - z ciasta tworzyłam okrągłe placki o grubiści około 1cm, na środek kładłam poszczególne nadzienia i w dłoni tworzyłam taką sakiewkę, skręcałam i zlepiałam brzegi, odkładałam tym skeceniem na blachę, a na górze miałam równiutkie bułeczki. Ten sposób jednak nie okazał się najlepszy na sam budyń, tu lepiej posłuchać oryginalnej receptury, ale... te"otwarte" bułeczki też były pyszne, bo z kruszonką :)
Ułożone na blasze bułeczki posmarować rozmąconym jajkiem i piec na złoty kolor w nagrzanym piekarniku (180st). Ja na wierzch kładłam jeszcze kruszonkę, którą zrobiłam korzystając z następującego przepisu od innego użytkownika MojeGotowanie.pl:
Kruszonka:
• 125 g masła
• 200 g mąki
• 125 g cukru
Wszystkie składniki rozrobić rękami by tworzyły razem okruchy.
Polecam!!! Smacznego!!!
Zaczynam blogować
Witam na moim blogu.
Postanowiłam utworzyć blog dopiero teraz, w momencie przełomowym dla mnie, w momencie kiedy kończę stałą współpracę z moim Pracodawcą i stoję przed dylematem, co teraz... czy rozkręcać firmę, czy skupić się jeszcze na dziecku i pomyśleć o kolejnym, czy szukać kolejnej posady i jednocześnie opiekunki, czy babcie dadzą radę pomagać jeszcze bardziej, niż robią to teraz...
A skąd firma?
Wszystko dzięki mojej córeczce i chęci swobodnego dysponowania czasem, tak by pogodzić pracę z opieką nad nią. I chęci realizacji swoich marzeń zawodowych. Otworzyłam działalność 1 lipca 2009 po zakończeniu urlopu macierzyńskiego, ale do tej pory realizowałam zadania głównie dla byłego Pracodawcy. A teraz staję przed koniecznością i szansą za razem na rozwinięcię własnej firmy... jak to wszystko pogodzić?
Zapraszam!
Postanowiłam utworzyć blog dopiero teraz, w momencie przełomowym dla mnie, w momencie kiedy kończę stałą współpracę z moim Pracodawcą i stoję przed dylematem, co teraz... czy rozkręcać firmę, czy skupić się jeszcze na dziecku i pomyśleć o kolejnym, czy szukać kolejnej posady i jednocześnie opiekunki, czy babcie dadzą radę pomagać jeszcze bardziej, niż robią to teraz...
A skąd firma?
Wszystko dzięki mojej córeczce i chęci swobodnego dysponowania czasem, tak by pogodzić pracę z opieką nad nią. I chęci realizacji swoich marzeń zawodowych. Otworzyłam działalność 1 lipca 2009 po zakończeniu urlopu macierzyńskiego, ale do tej pory realizowałam zadania głównie dla byłego Pracodawcy. A teraz staję przed koniecznością i szansą za razem na rozwinięcię własnej firmy... jak to wszystko pogodzić?
Zapraszam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
