Życie wymusza na nas egzaminy, których same bałybyśmy się zdawać.
Otóż od jakiegoś czasu zastanawiałam się czy będę w stanie wyjechać w podróż służbową 2 -3 dniową lub na jakiś wypad relaksacyjny bez mojej kochanej córeczki. Czy ona sobie poradzi i czy rodzina sobie z nią poradzi.
Otóż na te pytania w tym tygodniu mogłam znaleźć odpowiedź - pozytywną.
Nieświadoma co może się wydarzyć poszłam w poniedziałek po 11:00 do laryngologa w szpitalu, ponieważ od 10 dni leczyłam zatokę szczękową i nie widziałam zbyt dużych postępów. Miałam mieć robioną punkcję.
Opis punkcji i wydarzenia jej towarzyszące pominę, ale punkcja była pozytywna tzn. jeszcze bakterie szalały i doktor powiedział, że muszę zostać w szpitalu.
Tak więc chcąc nie chcąc zostałam zmuszona do rozłąki z córeczką.
Oczywiście córeczka prawie o mamę nie pytała :) i z babciami i tatusiem radziła sobie bardzo dobrze. A ja też to zniosłam, ale oczywiście stęskniłam się za córcią, bo do domu wróciłam w środę w południe, czyli po pełnych 2 dniach. Dziecko było w przedszkolu, więc mogłąm jeszcze chwilę zająć się swoimi sprawami.
Zaraz rzuciłam się do komputera, bo ostatnio w mojej firmie więcej się dzieje i musiałam poodpowiadać na maile i rozdzwoniły się telefony, jakby ludzie wyczuli, że jestem już na chodzie.
Potem moja Słodziczka przyszła i oczywiście musiałam KOLOROWAĆ. A pytanie pierwsze po tym jak babcia powiedziała, że mama wróciła ze szpitala było: A czy mama kupiła naklejki??
Ahhh te dzieci :)
I tak dzięki leczeniu zatoki wiem, że jak będę chciała lub musiała gdzieś pojechać, to dziecko sobie poradzi :) i ja jakoś też :)))
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

O jejciu Małgosiu nawet nie wiedziałam, że zostałaś w szpitalu, czemu nie dałaś znać? Cieszę się, ze Kamilka świetnie dała sobie radę. Dzieci nas często zaskakują! I jak zdrowie teraz?
OdpowiedzUsuń