Jak wiele kobiet po urodzeniu mojej kochanej córeczki stanęłam przed dylematem - czy całkowicie poświęcić się wychowaniu dzieci, czy na całe życie zostać w domu czy tylko do momentu, kiedy córka pójdzie do przedszkola, czy po roku oddać do żłobka itd. Zadaję sobie pytanie jak widzę swoją karierę zawodową, jak bardzo jest dla mnie ważna? Jak połączyć chęć przebywania z dzieckiem i wychowywania go z chęcią odnoszenia sukcesów w życiu zawodowym? Może jest jakiś cudowny złoty środek? Tutaj będę starała się go znaleźć.

piątek, 16 kwietnia 2010

Jak to było z tą pracą

Dzisiaj byłam na kilka godzin w firmie. Ta swoboda dysponowania czasem, gdy ma się swoją działalność gospodarczą jest podstawowym powodem, dla którego zdecydowałam się ją rozpocząć.
Zanim pojawiła się Kamilka to czasem zastanawiałam się nad tym, czy nie stać się "swoim szefem", ale nie miałam odwagi, poza tym chciałam jak najwięcej nauczyć się pracując w firmach.
Ponieważ dziecko zmienia wszystko, to zmieniły się również moje plany.
Ponieważ ciąża przebiegała wzorowo i czułam się doskonale pracowałam do 38 tygodnia. Nie mając pojęcia, jak wygląda życie z noworodkiem i później niemowlakiem, byłam przekonana, że wrócę na pół etatu po odebraniu wszystkich możliwych urlopów, czyli w lipcu. Ale w miarę jak zbliżał się koniec urlopu macierzyńskiego, coraz bardziej zdawałam sobie sprawę, że nie chcę jeszcze opuszczać mojej córeczki, że idzie lato i dobrze byłoby znią spędzać jak najwięcej czasu na dworze i cieszyć się macierzyństwem. Poza tym nie było pewne czy znajdę opiekunkę lub czy babcie będą mogły codziennie na zmianę przychodzić, albo na zmianę z opiekunką? Tak więc postanowiłam dla córeczki rozwiązać umowę o pracę i przejść na własną działalność świadcząc usługi dotychczasowemu pracodawcy pracując głównie w domu. I całe szczęście pracodawca się zgodził.
W miarę jak Kamilka rosła, a babcie coraz lepiej ją rozumiały, zaczęłam jeździć do pracy 2 razy w tygodniu.
To, że mogłam się "wystroić", "pójść do ludzi" było za pierwszym razem jak jakieś opuszczenie klatki, czułam się wspaniale, rzuciłam się w wir pracy, chociaż mimo wszystko dosyć często dzwoniłam do mamy by sprawdzić, jak sobie radzą. Więc z jednej strony byłam zadowolona, że byłam w firmie, z drugiej tęskniłam bardzo za moim Słoneczkiem.
I jak na razie taki układ, 2-3 wypady do pracy w tygodniu, reszta dni w domu bardzo mi odpowiada.
Ale... teraz zmienią się zasady współpracy i od 1-go maja obawiam się, że będę miała o wiele mniej zajęć pozadomowych.
Oprócz tego "wyrwania się" z domu, co dla psychiki każdej mamy jest ważne, niestety stracę jakiekolwiek przychody. A nie lubię całkowicie być zależna od męża w kwestii pieniędzy. Poza tym wiadomo, przydałyby się... idą wakacje, zawsze jest sporo wydatków na córcię, ja też coś czasem bym chciała dla siebie np. kosmetyczka, jakieś nowe ubranie - byłoby lżej.
Ponieważ mam uruchomioną stronę firmową i jestem w Panoramie Firm miałam nadzieję, że tak pozyskam klientów. Ale na razie miałam dwóch, z czego jeden miał mało ciekawą propozycję, więc po kilku tygodniach znudziła mi się ta praca, a drugi mi nie zapłacił - całe szczęscie zlecenie było proste, więc nie ma nieszczęścia. Ale... poznaję tę gorszą stronę biznesu, nieuczciwości ludzi.
Tak więc stoję przed pytaniem, czy większą promocję firmy odłożyć na jesień i na jesień poszukać opiekunki, plus pomoc babci, nawet gdybym miała pracować w domu, ale żebym miała spokój, czy szukać nowej pracy? Czy juz teraz mocniej zacząć poszukiwać klientów. I jak to pogodzić ze spacerami, pieczeniem drożdżówek i basenem z Kamilką, które sprawiają nam tyle przyjemności :)
no i muszę poświęcić czas na naukę Kamilki korzystania z nocniczka i mówienia - a to wymaga sporych nakładów czasowych ;)
Jeszcze muszę nad tym pomyśleć....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz