Jak wiele kobiet po urodzeniu mojej kochanej córeczki stanęłam przed dylematem - czy całkowicie poświęcić się wychowaniu dzieci, czy na całe życie zostać w domu czy tylko do momentu, kiedy córka pójdzie do przedszkola, czy po roku oddać do żłobka itd. Zadaję sobie pytanie jak widzę swoją karierę zawodową, jak bardzo jest dla mnie ważna? Jak połączyć chęć przebywania z dzieckiem i wychowywania go z chęcią odnoszenia sukcesów w życiu zawodowym? Może jest jakiś cudowny złoty środek? Tutaj będę starała się go znaleźć.

wtorek, 12 kwietnia 2011

weekendowy wiosenny wypad

Dawno nie miałam czasu tutaj pisać, ale w końcu stwierdziłam, że czas nadrobić straty.
W poprzedni weekend byłyśmy w górach, było ładnie i całkiem ciepło. Oto kilka migawek.
Ostatki śniegu - Jakuszyce

I wiosna...


niedziela, 13 marca 2011

nie na bloga

Baaardzo dawno nic nie pisałam, ale to dla tego, że baaardzo dużo zaczęło się dziać. Zawodowo to dobrze, coś się w końcu ruszyło i mam bardziej optymistyczne spojrzenie na swoją pracę i przyszłość mojej firemki. Wiem, że coś może z tego wszystkiego być, ale oczywiście łatwo nie jest, zwłaszcza ze sprzedażą na zachód, ale nie poddaję się.

Natomiast prywatnie też się dzieje, ale nie mam ochoty się wywnętrzniać na forum. Są zawirowania, przemyślenia, watpliwości, nadzieja, nowe plany, powroty do starych planów i tak w sumie nie wiadomo jaką drogą zmierzać, słuchać rozumu, serca, intuicji? Czy rad innych? Co jest prawdą, co jest sugestią, jakie są prawdziwe intencje.... Czy w sumie samemu się ma tak różne spojrzenie na sprawy, że czy rozum czy serce to co dzień to inne wnioski, inne nadzieje, inne plany, chociaż pragnienia te same, tylko pytanie, jak i czy się uda je osiągnać ....

Męczy mnie to wszystko i może uciekam w prace i zajęcia domowe, żeby za dużo o tym wszystkim nie myśleć i zdać się nieco na los, ale.... z drugiej strony jestem takim typem co lubi sam stanowić, decydować i planować swoje życie, więc czuję, że coś muszę zadecydować,  jakieś rozwiązanie musi nastąpić, bo tak jak jest i było nie może być nadal.

Tylko tyle, tajemniczo, mogę napisać....

czwartek, 10 lutego 2011

2 dni bez dziecka = 2 dni bez mamy

Życie wymusza na nas egzaminy, których same bałybyśmy się zdawać.
Otóż od jakiegoś czasu zastanawiałam się czy będę w stanie wyjechać w podróż służbową 2 -3 dniową lub na jakiś wypad relaksacyjny bez mojej kochanej córeczki. Czy ona sobie poradzi i czy rodzina sobie z nią poradzi.
Otóż na te pytania w tym tygodniu mogłam znaleźć odpowiedź - pozytywną.
Nieświadoma co może się wydarzyć poszłam w poniedziałek po 11:00 do laryngologa w szpitalu, ponieważ od 10 dni leczyłam zatokę szczękową i nie widziałam zbyt dużych postępów. Miałam mieć robioną punkcję.
Opis punkcji i wydarzenia jej towarzyszące pominę, ale punkcja była pozytywna tzn. jeszcze bakterie szalały i doktor powiedział, że muszę zostać w szpitalu.
Tak więc chcąc nie chcąc zostałam zmuszona do rozłąki z córeczką.

Oczywiście córeczka prawie o mamę nie pytała :) i z babciami i tatusiem radziła sobie bardzo dobrze. A ja też to zniosłam, ale oczywiście stęskniłam się za córcią, bo do domu wróciłam w środę w południe, czyli po pełnych 2 dniach. Dziecko było w przedszkolu, więc mogłąm jeszcze chwilę zająć się swoimi sprawami.

Zaraz rzuciłam się do komputera, bo ostatnio w mojej firmie więcej się dzieje i musiałam poodpowiadać na maile i rozdzwoniły się telefony, jakby ludzie wyczuli, że jestem już na chodzie.

Potem moja Słodziczka przyszła i oczywiście musiałam KOLOROWAĆ. A pytanie pierwsze po tym jak babcia powiedziała, że mama wróciła ze szpitala było: A czy mama kupiła naklejki??
Ahhh te dzieci :)

I tak dzięki leczeniu zatoki wiem, że jak będę chciała lub musiała gdzieś pojechać, to dziecko sobie poradzi :) i ja jakoś też :)))

niedziela, 23 stycznia 2011

Dzień Babci i Dzień Dziadka

W końcu mam czas wstawić zdjęcia.
Naszym Babciom, Prababci i Dziadkowi Kamilka z moją pomocą przygotowała bardzo ładne laurki. Dla każdego coś co najbardziej lubią: moja mama żółte tulipany, moja babcia czyli prababcia Kamilki różowe kwiatki, babcia/teściowa kotek a dziadek Jaś samochód i morze.

Kamilka szczególnie upodobała sobie klej w sztyfcie i klejenie bibułki oraz papieru kolorowego.
Oto jak powstawała laurka z kwiatkami:






A oto kaczuszka:


Naszym Babciom, Dziadkowi i Prababci składamy najserdeczniejsze zyczenia i dziękujemy za pomoc w opiece nad Kamisią :)

środa, 29 grudnia 2010

Święta w górach i...... duży sukces!

W tym roku Świeta Bożego Narodzenia spędziłyśmy w rodzinnym gronie w górach w śnieżnym puchu, co zawsze dodaje magii temu Świętu.
Kamilka była bardzo zadowolona z tego, że była w centrum uwagi cioć i wujków, w dodatku upodobała sobie jednego młodego Wujka, o którym mówiła Mój.
Kamilka dzielnie uczestniczyła w uczcie Wigilijnej, podczas której ze smakiem zjadła barszcz ....
i pierogi ruskie...

z resztą jej ulubione... ta potrawa zawsze znajdzie u Kamilki uznanie i zostanie spałaszowana :)

Później było rozpakowywanie prezentów i duża radość zwłaszcza z niektórych, jak listek do zjeżdżania po śniegu i piłeczka do siatkówki plażowej. Ale kostka wielofunkcyjna też została zaakceptowana.

Następnego dnia byliśmy na spacerze i wypróbowywaliśmy listek do zjeżdzania, ale bardziej sprawdziły się duże kółka. Kolejnego dnia to na nich Kamilka najwięcej zjeżdzała w ogrodzie.


Ależ to była frajda!
Niestety... już jesteśmy we Wrocławiu, ale skoro śnieg tutaj dopisuje, przy odpowiedniej temperaturze nie sięgającej sporo poniżej -10 pójdziemy do parku pozjeżdżać :)


A propos SUKCES

w trakcie zabawy w śniegu na kółkach Kamilce wypadł smoczek, a ponieważ był przezroczysty i w ferworze zabawy gdzieś został wbity w śnieg smoczek się zgubił. A nie miałam zapasowego!
Tym zrządzeniem losu POZBYŁYŚMY SIĘ SMOCZKA i już czwarty dzień Kamilka radzi sobie bez niego! Jestem z tego faktu bardzo zadowolona :)))
Gdyby nie ta przypadkowa zgóba, nie wiem jak udałoby mi się ją oduczyć smoczka.

A teraz może raz dziennie przpomina sobie o nim, ale zaraz mówię jej, czy nie pamięta, że śnieg go zabrał? Dzisiaj Kamilka sama nawet powiedziała, na swoje żądanie "Dydusia!" ... " Dydusia nie ma, śnieg zabrał" :))))))))))))))))))))))))))))))))



i jeszcze się pochwalę, że Kamika mając 2 latka śpiewa już "Pójdźmy wszyscy do stajenki" pierwszą zwrotkę i częściowo "Przybieżeli do Betlejem" :) w Kościele na środku głównej nawy chciała wykonywać pierwszą kolendę w trakcie 1-go czytania, więc niestety musiałam ją stamtąd zabrać :))

niedziela, 19 grudnia 2010

Piernikowo z Kamilką

W sobotę w końcu postanowiłam zająć się wypiekami. Upiekłam bułeczki drożdżowe zainspirowana wypiekami Asi a potem za ciosem upiekłyśmy z Kamilką pierniczki.
Chciałam żeby się wyżyła kulinarnie w prawdziwym cieście, a nie w ciastolinie i spędziła miło czas razem z mamą.
W domu pięknie pachnie jeszcze dzisiaj :)

Przepis na pierniczki mam z książki z przepisami do gotowania dla dzieci, którą dostałam jak miałam chyba 11 lat!!!
Przepis prosty a pierniczki bardziej są podobne do ciasteczek herbatników, ale ja je lubię.

27,5dag mąki
7,5dag masła
10 dag brazowego cukru
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1 łżka cynamonu
1 małe jajko
5dag płynnego miodu

Przesiewamy mąkę z proszkiem do pieczenia i cynamonem do miski, dodajemy cukier, pokrojone masło i rozcieramy razem palcami na grudki. Do osobnego naczynia wbijamy jajko i roztrzepujemy widelcem, dolewamy miodu i mieszamy razem. Wlewamy do mąki i mieszamy i wygniatamy ciasto aż zrobi się kulka.
Można włożyć do lodówki a można też od razu rozwałkować na grubość 5mm
Wykrawujemy pierniczki i pieczemy na blasze w temp. 180 stopni ok 15 min.


Potem po wystygnięciu dekorujemy, ja użyłam najprostszego lukru - cukier puder z małą ilością ciepłej wody. Proporcje np. pół szklanki cukru i jedna duża łyżka wody.

sobota, 11 grudnia 2010

2 grudnia Kamilka skończyła 2 latka :)


Z tej okazji odbyły się dwie imprezki ;))
Jedna z najbliższą rodziną a druga tydzień później z najbliższymi kolezankami Kamilki i ich rodzicami :)

Był tort ze świeczkami, a tak na prawde 2 torty, więc zdmuchiwać świeczki Kamilka mogła kilka razy :)
Jeden upieczony przeze mnie, drugi z cukierni. Za to na imprezę dziecięcą upiekłąm sernik, ale zdjęcia zrobić nie zdążyłam.
Z koleżankami Zosią, Zosią i rodzynkiem w grupie Maciusiem Kamilka się bardzo ładnie bawiła, oczywiście dzieci nadal bawią się bardziej obok siebie niż ze sobą, ale i tak widać już, że mają dobry kontakt. Obecna była oczywiście Hania, ale jako najmłodsza (2 m-ce) czas spędzała głównie drzemiąc :)
Były nawet tańce :)
Czytanie bajeczek
i mnóstwo innych zabaw....
Dziękujemy Wszystkim za mile spędzony czas i za doskonałe prezenty.