Kamilkę już drugi raz zaprowadziłam rano (miedzy 9:30 a 10:10 :))) muszę nad tym popracować) do klubu malucha. Całe szczęście nie mam żadnych problemów z zostawieniem jej tam. Wczoraj nawet nie zdążyłam dać jej całusa na dowidzenia, bo już była przy zabawkach.
Dzisiaj udało mi się w ją pocałować, ale przelotem, bo już pędziła na "husiu husiu" czy na taki bujak z IKEI. W sumie już w połowie ulicy prowadzącej do klubu mówiła "husiu husiu" czyli dokładnie pamięta, gdzie prowadzi droga. I chce tam się znaleźć.
Jestem bardzo dumna z Kamilki.
Szkoda mi tylko, że nie widzę, jak się tam bawi i co robi moja słodyczka, ale na razie jest tam tylko 4h. Wraca z babcią ok. 14:00, przynosi mi kwiatka (ma obsesję zrywania kwiatków, zrywa jeden lub dwa i całą drogę do domu, albo cały spacer trzyma je w ręce :) ) i po powitaniu i wypiciu "piciu" idzie na drzemkę. A potem popołudnie i wieczór mamy dla siebie.
:))) moja dzielna dziewczynka
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz