W piątek o 6:00 rano Kamilka przebudziła się z wysoką gorączką. Miała 38 stopni. Dałam jej nurofen, picie i po 8:00 znowu zasnęła. Potem miała się nieźle, ale po południowej drzemce ku przerażeniu stwierdziłam 39,6 stopni i lekkie drgawki. Wtedy czopek paracetamol 150 i okłady. I tak do wieczora do niedzieli walczyłyśmy z gorączką, , która głownie wahała się między 38 a 39,5 i bardzo cieżko było ja zbić. Co 4-6 godzin czopek, bo nurofen w sumie nie działał i poza tym Kamilka za mało jadła, zebym dawała jej doustnie lek przeciwgorączkowy. Tylko rano było znośnie 37 i wtedy Kamilka coś jadła. Wczoraj wieczorem odzyskała humor i apeptyt - zażądała jajeczniczki. I dzisiaj wracamy do zdrowia, ale pojawiła się książkowo lekka i drobna wysypka.
Biedne te dzieciaczki jak mają taką gorączkę.
Teraz tydzień będzie w domku i jak nic nie stanie na przeszkodzie od przyszłego poniedziałku wróci do Klubu Maluszka.
A mama wtedy coś więcej popracuje, teraz tyle o ile, całe szczęście babcie pomogą :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

O widzisz! Tyle o tej trzydniówce słyszałam...i rzeczywiście istnieje takie dziadostwo! Biedna Kamilka, najgorzej jak gorączkę dzieci mają. Oj to szkoda, że tak długo znowu się dziewczyny nie zobaczą :/
OdpowiedzUsuń